piątek, 9 listopada 2012

placki ziemniaczane bez bajerów



Gdy dzień się skraca i słońce wstaje coraz później, niemal co rano błogosławię moment, w którym zakończyłam edukację szkolną. Gdy sobie przypominam pobudki bladym świtem (choć w przypadku najtrudniejszych świtów jesienno-zimowych raczej były to zawsze świty ciemne..), wspominam codzienny autobus, który odjeżdżał z mojego przystanku kategorycznie za wcześnie, to bardzo trudno mi uwierzyć, że przetrwałam bez szwanku okres liceum.
Jak cudownie jest nie musieć wkuwać znienawidzonej fizyki i drżeć każdego dnia w obawie przed kartkówką, jak dobrze jest nie być narażonym na stres spowodowany przepytywaniem z geografii. Jak to dobrze jest wiedzieć, że to już zamknięty rozdział!

Gdy przypominam sobie czasy, w których koniec wszechświata wyznaczał dzień matury, naprawdę trudno mi uwierzyć, że bez większych problemów przetrwałam ten okres. Pamiętam te nerwowe, bure poranki, kiedy zlani potem spisywaliśmy przedsprawdzianowe memento na wszystkich możliwych częściach ciała, garderoby i na piórnikowych akcesoriach - zupełnie nie mam tu ochoty na jakże rzucającą się na usta sentencję - to były czasy!! Im bardziej wspominam tym bardziej jestem zachwycona, że jestem tu i teraz i, że autobus nr 513 odjeżdża beze mnie z tamtego przystanku...



W okresie liceum, człowiek nie myślał dostatecznie dużo o kwestiach żywienia, raczył się tym co w domu dostępne było a w szkole korzystał z dobrodziejstw sklepiku, specjalizującego się w zapiekankach z mikrofali. W którymś momencie nawet nabył przekonania, że parująca substancja, polana niebagatelną porcją keczupu jest niezwykle smaczna i do życia niezbędna. Nie godziło się wykorzystywać matczynych rąk do sporządzenia kanapek szkolnych a samemu całkowicie nie mieściło się w głowie by wygospodarować choćby jedną minutę więcej na przygotowanie drugiego śniadania. Jakże trudne to były czasy!! Zamiast wieczorem wyczarowywać pyszności na kolejny dzień, człowiek musiał ślęczeć nad lekcjami, wkuwać całkiem abstrakcyjne informacje na temat procentowego spożycia owsa i prosa w Ameryce Środkowej, musiał bądź nawet chciał bywać w miejscach, które nobilitowały go towarzysko...jak to dobrze, że dziś nie musi. Szczęśliwie mama gotowała wyborne obiady, zatem kubeczki smakowe także przechodziły rzetelny proces edukacji, miały szansę całkowicie nieświadomie złapać solidne podstawy gastronomicznej wiedzy z zakresu 'co z czym jak i dlaczego'. Nauka nie poszła w las.
Dziś spędziłam cudowne popołudnie w kuchni, zrobiłam potworny bałagan, zajmując każdy milimetr blatu roboczego. Dziecko dołączyło się do zabawy. Oto najlepsza forma piątkowego relaksu. Wyhodowana wciągu tygodnia chandra pięknie się rozeszła, na dodatek w domu zapachniało latem, gdyż upieczone zostały ciasteczka z nadzieniem różanym (gdyby ktoś, podobnie jak ja miał chrapkę na powiew lata przepis znajdziecie tutaj). 
Weekend będzie boski, biorąc pod uwagę, że w poniedziałek nie trzeba iść do szkoły - kolejny tydzień również zapowiada się świetnie:)))






Dziś bez fanaberii, bez zadęcia, na całkowitym gastronomicznym luzie serwuję placki ziemniaczane. Placki  choć to typowo polski  przysmak, stoją w kontrze wobec bigosu - robi się je migiem. W nadchodzącym sezonie będą z pewnością często spotykanym zjawiskiem na moim stole, z różnymi dodatkami, sosami i posypkami, dziś jednak wersja podstawowa bo na taką mam ochotę.


składniki: 

1 kg ziemniaków, 
2 jajka,
1 średnia cebula,
3-4 łyżki mąki
łyżeczka soli, 
pieprz czarny mielony,
olej rzepakowy


Wszystkie składniki zmiksowałam w malakserze, smażyłam na oleju z obu stron aż placki zrobiły się złote. Mój drogi Dziadek zwykł ścierać kartofle ręcznie i zawsze czekał by od ziemniaczanej brei oddzieliła się skrobia, dopiero wówczas mieszał z nią resztę składników. To też był dobry sposób, jednak zdecydowanie bardziej wymagający.
Ja tym razem wybrałam drogę na skróty - cała filozofia ograniczyła się do obrania ziemniaków i naciśnięcia guzika 'on' w robocie kuchennym.  Gotowe placki posypałam czerwonym pieprzem, 
podałam ze śmietaną i cytryną.

Proste i pocieszne, chyba wszyscy o tym wiedzą!!



35 komentarzy:

  1. Wzięło Cie na szkolne wspomnienia...;) A placki aż proszą się, aby je zjeść!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wzięło, jesienią zawsze przypominam sobie te ciężkie licealne poranki i tę drogę przez mękę - do szkoły. Placki to bomba energetyczna, która doskonale idzie w boczki podczas weekendowego wylegiwania się na ulubionej kanapie...polecam!!

      Usuń
  2. Placki ziemniaczane - pycha!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie chrupiące i taki najprostsze - najlepsze! Ja za plackami przepadam ale nie robię zbyt często, bo dzieciarnia nimi gardzi :) U mamy za to jak jestem, to na życzenie mam :)

    Pozdrawiam ciepło i nie dawaj się chandrze więcej!!!

    PS. Też nie znosiłam fizyki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie fizyka to jakaś totalnie abstrakcyjna wiedza, która zwykłym zjadaczom chleba nie jest do niczego potrzebna, moja nauka w przypadku tego przedmiotu poszła w las - czarny, gęsty i głęboki w dodatku :)
      Moje dzieci nie gardzą plackami, niestety ich ulubiona wersja jest posypana cukrem (fe!) - czego ja zupełnie nie umiem zrozumieć...uściski. Chandra szczęśliwie już poszła precz!!

      Usuń
  4. zapominam o plackach ziemniaczanych, a one są przecież takie pyszne ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, to ocal je od zapomnienia natychmiast!! :) serdeczności!!

      Usuń
  5. O kurcze, ale to prawdziwe wszystko, faktycznie tak było, te zapiekanki ze szkolnego sklepiku i u mnie były jeszcze hot dogi i przyjeżdżał autobus 157 albo 110 :-) a placki zawsze pycha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwe i ogromnie się cieszę, że to już za mną...oczywiście pewne szkolne aspekty były miłe jak najbardziej ale nigdy nie cofnęłabym czasu, przenigdy!! Matury nie zdałabym po raz drugi. A placki były są i będą niezmiennie pyszne i pocieszne.serdeczności!!

      Usuń
  6. Placki ziemniaczane zawsze i wszędzie! Stawiam je wyżej niż naleśniki, bliny i wszelkie inne placki. Ostatnio robiłam je jak Twój dziadek:) Ale zwykle też wybieram przycisk 'on' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam i hołubię moje dalece wyspecjalizowane roboty. Akcesoria kuchenne nie popadają w zapomnienie w moim domu, każdy ma swą misję. Przycisk 'on' na malakserze bardzo lubię w piątki, gdyż pozwala jednocześnie włączyć wersję 'off' w moim wewnętrznym mechanizmie, a to jest niewątpliwie wskazane po tygodniu na najwyższych obrotach :)

      Usuń
    2. :) O tak, takie "off" czasem bardzo się przydaje :)

      Usuń
  7. Bardzo lubię placki ziemniaczane! Jednak sama ich nigdy nie robiłam. U mnie w domu to tata się w nich specjalizuje :) i on właśnie zawsze wszystkie składniki trze na tarce, własnoręcznie :)
    U mnie zawsze z cukrem i śmietaną albo z gulaszem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zwykle je serwuję z sosem grzybowym, tym razem postawiłam na placki same w sobie, by każdy mógł je dowolnie ozdobić i doprawić, lubię też wersję ze szpinakiem, na słodko nie znoszę, za to moje dzieci uwielbiają. Miłego kolejnego tygodnia Ci życzę Magda!

      Usuń
  8. Zapraszam do zabawy:
    http://kacikkasi.blogspot.com/2012/11/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, dziękuję serdecznie za nominację i za wyróżnienie!!

      Usuń
  9. Aga,
    fizyki i chemii NIENAWIDZIŁAM!
    A placki,masz rację,to niewyszukana elegancja i polski szyk kulinarny.
    Ja uwielbiam i robię w najróżniejszych konstelacjach.
    Ale takie rustykalne górą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny wspólny mianownik!! A placki rustykalne faktycznie konkurencji nie mają, to takie fajne swojskie jadło :) Gnam, więc na bardziej wyszukane opcje obiadowe czasu brak, ale mam nadzieję, że już niebawem, co by równowaga w przyrodzie była, zaserwuję coś znacznie bardziej wyrafinowanego...

      Usuń
  10. bez bajerów, ale wyszły bajerancko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście tak, swoją drogą placki chyba nie mogą nie wyjść, oczywiście każdy będzie według własnych upodobań je doprawiał i 'domączał', jednak w tym przypadku sukces jest zawsze gwarantowany :)

      Usuń
  11. Placki ziemniaczane to jest klasyk:) Uwielbiam:) W mojej wersji jest jeszcze czosnek;) A bałagan na blacie jest zdecydowanie niezbędnym elementem kucharzenia:) wcale nie takim strasznym;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że z czosnkiem nigdy nie jadłam! Kto by pomyślał, niby wersja podstawowa a jednak każdy ma trochę inną tę plackową bazę.;)

      Usuń
  12. Ośmieliłam się polecić Twój blog: http://blog.calimera.pl/liebster-blog/.
    Może będziesz miała ochotę na zabawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to wyróżnienie, jest mi bardzo miło!!! na zabawę może ochota by była ale czasu jakoś brak...:( wpisy powstają z mniejszą częstotliwością niż powinny więc mobilizuje siły w tym kierunku. całusy!!!

      Usuń
  13. Placki ziemniaczane to dla mnie klasyk, lubię je z cukrem lub ze śmietaną. Pychaaa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z cukrem nie lubię, ale moje dzieci uwielbiają. Moja ulubiona wersja to ta z sosem z suszonych grzybów.POZDROWIONKA!!

      Usuń
  14. Na zdjęciach wyglądają tak jak niejedno królewskie danie:-) Uwielbiamy placki podane z twarogiem i śmietaną:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje placki są zaszczycone zyskawszy tytuł królewski!! ;)

      Usuń
  15. Aga i dzięki Tobie jutro na obiad placki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem smacznego, placki to idealna opcja na piątek, wiem coś o tym!!

      Usuń
  16. Szkoła średnia, jak to szkoła średnia, ale czasy studenckie kojarzą mi się z odwiecznym pytaniem (zazwyczaj retorycznym), gdy budzik dzwonił o nieprzyzwoitej 5 rano - wstać czy nie wstać?
    Jaka szkoda, że szkolne stresy i ranne wstawanie trzeba było zastąpić brakiem możliwości pójścia (z pracy) na wagary;)
    Dobre placki ziemniaczane nie są złe (Twoje jak widzę prezentują się niezwykle chrupiąco), a żem poznańska pyra, to tym bardziej nie pogardzę:)
    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak, wagarów i mnie brakuje...placki to dobra rzecz, nie da się ukryć, wierzę, że Ty będąc Wielkopolską Pyrką masz do nich stosunek szczególny. całus!!

    OdpowiedzUsuń