niedziela, 18 sierpnia 2013

kremowy sos szafranowy i łosoś do niego





kucharz rzemieślnik - do gotowania podchodzi racjonalnie, odmierza porcje, odtwarza przepisy z książek kucharskich bez cienia inwencji i z umiarkowanym zaangażowaniem. Z niezwykłym pietyzmem przestrzega zaleceń pediatry, co do żywienia małoletniego potomstwa, komponuje dzienne jadłospisy w oparciu o piramidę zdrowego żywienia. Gotuje bo musi i ponieważ wierzy, że domowa kuchnia zdrowiu służy, nie czerpie z tego jednak szczególnej przyjemności.

kucharz natchniony - jest taka grupa kucharzy amatorów, którzy gotowanie w domowych warunkach uprawiają w sposób niemal profesjonalny - używają noża szefa, do którego nikomu z obejścia zbliżyć się nie wolno, a krojąc nim stosują technikę jullienne, concasse, chiffonade... W trakcie popełniania obiadu organizują pokaz wdzięcznych, wykonywanych pod sufitem naleśnikowych akrobacji, operują nader wyszukanym słownictwem z zakresu gastronomii i - co tu kryć - gotują świetnie. Kucharze natchnieni zazwyczaj potrzebują w kuchni asystenta do spraw natury błahszej tj. zmywania, podawania, obierania i tym podobnych. Wykazują definitywny brak tolerancji wobec osób, które zaburzają mu szyki w jego kulinarnym planie, bo w kuchni Pan jest jeden!!

kucharz romantyk - niczym kronikarz spisuje doświadczenia kulinarne własne i innych, pielęgnuje dawne rodzinne tradycje i receptury, opowiada o jedzeniu, wspomina sytuacje z jedzeniem związane, gotuje bo lubi albo nawet kocha, co często wszem i wobec obwieszcza. Zapełnia spiżarnie przetworami, jak czyniła to Babcia, lubi wychodzić z koszem na targ, bo w koszu warzywa wyglądają znacznie lepiej niż w foliowej torebce, a i on sam lepiej z koszem niż z foliową torebką wygląda. Kucharz romantyk uwielbia wspólne gotowanie, wpuszcza więc zastępy do swej kuchni i w swej dobroci prezentuje nawet gdzie leżą jego najostrzejsze noże i te cudowne kamionkowe formy po Cioci, z których gołąbki wychodzą najlepiej. Kucharz romantyk z miłością i cierpliwością instruuje dzieci, jak najlepiej ubić pianę z białek, przy czym wzrastający poziom bałaganu w kuchni nie ma negatywnego wpływu na jego samopoczucie. Gotując być może naleje sobie i innym wina, będzie zrelaksowany i niewymownie szczęśliwy.

kucharz okazjonalny - gotowanie w jego wydaniu ma formę zrywów, następujących gwałtownie po dłuższym okresie spędzonym w bezpiecznym oddaleniu od kuchni. Zrywowi towarzyszy bezsenna noc i około milion połączeń telefonicznych do tych, którzy gotują na co dzień - jakkolwiek nieprawdopodobna to postawa. Wyniki zrywu bywają zaskakująco dobre, ale częściej, co jest całkiem przewidywalne, zupełnie nieudane. Kucharz okazjonalny jest mistrzem niekonwencjonalnych połączeń smakowych, co prawda zaledwie jedno na sto będzie udane, ale możemy być pewni, ze wszystkie będą dla nas zaskakującą przygodą. Powierzchowność dań wykonywanych przez kucharza okazjonalnego także będzie daleka od tego, do czego przywykło nasze oko, dostrzeżemy rozczulające próby podrasowania końcowej prezencji potrawy. Wzruszeni i lekko onieśmieleni będziemy więc zachwalać efekty. Kucharz okazjonalny z pewnością będzie bacznie przyglądał się jedzącym uczestnikom spotkania, nie do końca ufając, czy jego kulinarny popis nie zagraża życiu, goście zaś będą jedli bez mrugnięcia okiem, choć tym bardziej tej pewności nie mają...






W każdym z nas siedzi kucharz amator, niektórzy dają mu rozwinąć skrzydła, inni każą siedzieć w kącie i się nie udzielać zbyt często. Znam kucharzy natchnionych, romantyków, rzemieślników i kucharzy okazjonalnych - lubię jeść u każdego z nich i zawsze towarzyszą mi inne emocje. Ogromnie imponują mi ci, którzy mimo wrodzonej niechęci do gotowania, codziennie przygotowują obiad z rozsądku. Nie wyobrażam sobie jak może wyglądać gotowanie gdy nie robi się tego z radością, całe szczęście u mnie w kuchni łączy się przyjemne z pożytecznym...

W tym tygodniu moje amatorskie ręce postanowiły podjąć próbę przygotowania łososia w sosie szafranowym, który we Francji niewątpliwie wykonany być musiał przez wirtuoza sztuki kulinarnej. Wersja domowa ucieszyła mnie ogromnie, była bowiem całkiem wierną kopią francuskiego oryginału. Sos szafranowy jakkolwiek szykownie brzmi, przygotowuje się bardzo szybko, smak natomiast mimo prostoty przepisu jest bardzo złożony i zadowoli największych smakoszy. Szafran w połączeniu z winem i świeżym masłem daje nam wynik nader smakowity i charakterny.

składniki dla 2 osób:

filet z łososia 400 g,
100 g zimnego masła, 
sok z ćwiartki cytryny, 
filiżanka białego wina
1 średniej wielkości młoda cebula lub 2 szalotki, 
sól, 
solidna szczypta szafranu

Cebulę kroimy drobniutko, wrzucamy na patelnię i z miejsca zalewamy białym winem i sokiem z cytryny. Jeżeli cebula nie jest odpowiednio miękka po odparowaniu płynu, możemy śmiało dolać nieco wina. Gdy cebula zmięknie a płyn się zredukuje stopniowo dodajemy kawałki zimnego masła i intensywnie mieszamy trzepaczką na maleńkim ogniu. Kiedy konsystencja sosu będzie emulsyjna, zestawiamy go z ognia i przecieramy przez sito. Na koniec doprawiamy szafranem, solą i zachwycamy się kolorem, który z sekundy na sekundę robi się coraz intensywniejszy.

Łosoś w tym przepisie został upieczony w 180 stopniach w najprostszy z możliwych sposobów tj wyłącznie z solą. Chciałam by to sos stanowił o tym daniu i by było go dużo podobnie jak w tamtej cudownej knajpce w Aubignan. 
Spokojnie mogę powiedzieć, że w daniu tym to sos gra główne skrzypce, towarzyszący mu łosoś i ziemniaki z wody pięknie wypadają u jego boku i zupełnie nie chcą go zdominować - dobrze im w takim układzie.

Polecam!!!




30 komentarzy:

  1. Ten sos musi być pyszny, a na łososiu mmmm... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeanne, ten sos zdecydowanie jest tutaj frontmenem, a gdy jest go dużo (jak na obrazku) zachwyca podwójnie.Kolor oczarowuje, poza tym winna nuta fajnie tu pobrzmiewa. Warto go popełnić ;)

      Usuń
  2. pysznie przyrządzona rybka :)coś mi się wydaje że ja to taki "kucharz romantyk" jestem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We mnie też sporo z romantyka, gdy gotuję a potem jem, odbywam podróże w czasie. Przy stole i przy blacie kuchennym jestem nad wyraz sentymentalna ;) Rybka z sosem, albo lepiej sos z rybką polecam zdecydowanie!

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Nie inaczej Renulko, nie inaczej :) Szafran i wino to bardzo szykowny zestaw. buziaki wysyłam!!!

      Usuń
  4. Amatorskie mówisz! Perfekcyjne wykonanie świadczy całkiem o czym inny! Fantastyczne smaki! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kucharz amator także potrafi czarować w kuchni. Czasem czaruje w sposób bardziej przekonywający niż niejeden profesjonalista. Moje danie wyszło czarujące, mimo, że pewnie nie postępowałam całkiem zgodnie ze sztuką. Ty też Kamilko wiesz dużo na temat takiego czarowania :) Nie ma co, fajnie jest dobrze gotować w domowym zapleczu. Uczta nas czeka co dnia - bez gwiazdek, bo bez gwiazdek, ale nie to się przecież liczy:)

      Usuń
    2. Czarodziejko, po co gwiazdki jak zostają puste talerze, to wystarczy :)

      Usuń
  5. O kurcze, nie wiem pod którego się podpiąć :) muszę to sobie przeanalizować :) A sos pyszny, ma nieziemski kolor i coś mi się wydaje że jakby mi go podano to nie krępowałabym się wcale i wylizałabym talerz do końca z tych pyszności :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przekonana, że tak właśnie byś zrobiła - jest taki fajnie maślany i aromatyczny i cudownie macza się w nim ziemniaki. We mnie przewaga romantyka, ale zdarza się, że jestem też kucharzem hegemonem i nie chcę wpuszczać do kuchni nikogo...:)

      Usuń
  6. Agatko, czytając Twoje definicje na temat kucharzy, nie mogę się zaszufladkować do żadnego;-)) Choć z romantykiem i natchnionym mam jakieś zbieżności:-)W obu przypadkach u mnie nie zgadzają się pomocnicy;-)
    A sos - perfekcyjny. Wypróbuję przy najbliższej okazji:-) Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko, ciekawa jestem zatem jak u Ciebie sprawa z tymi pomocnikami wygląda :) Sos z szafranem to poezja dla wszystkich zmysłów a ziemniaki i ryba w nim maczane dają gwarację nieopisanych wrażeń, spróbuj koniecznie :)

      Usuń
    2. Nie ma żadnych pomocników, bo ich nie wpuszczam;-)

      Usuń
    3. Czyli romantyk bez pomocników, tak? Ciekawy z Ciebie przypadek :) Marzenko. Mnie się też zdarza, że zagryzłabym każdą istotę przekraczającą próg mojej kuchni, ale są to sytuacje incydentalne, mieszczące się w granicach statystycznego błędu.

      Usuń
  7. Danie fantastyczne , opis kucharzy intrygujący, w każdym jest mnie po troszku.

    „W KUCHNI”
    A. Rżysko-Jamrozik
    W kuchni zawsze coś się dzieje,
    w kuchni nigdy nie jest nudno,
    tyle dźwięków, tyle głosów,
    że wyliczyć trudno.
    Bo na przykład czajnik ziewa,
    garnek wzdycha, woda śpiewa,
    groch kapuście szepce w ucho,
    a z ciastkami w piecu krucho,
    piec coś mruczy, ogniem zieje,
    kocioł się na nogach chwieje
    zaś widelec zęby szczerzy
    do kłócących się talerzy.
    Patelnia o pomoc woła,
    dym się snuje, pachną zioła.
    Coś wam powiem po kryjomu:
    dla mnie kuchnia
    to najmilsze miejsce w całym domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ładne :))) we mnie nie ma za grosz okazjonalnego i chyba nigdy nie było, zdarza mi się natomiast gotować bez przekonania i tylko dlatego, że trzeba czymś potomstwo nakarmić - to jednak jest sytuacja bardzo wyjątkowa :)

      Usuń
  8. W opisie kucharzenia szukałam siebie i ...chyba romantyczny typ wybiorę.
    Choć najbardziej gotować lubię samotnie.
    Jednak nie,nie przynależę do żadnego...
    A szafranowy sos marzy mi się.
    Genialny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powyższa typologia kucharza amatora jest dość umowna :) choć znam wielu, którzy idealnie wpisują się w każdy z tych profili. Poza wszystkim gotowanie w samotności też jest całkiem romantyczne. Sosu szafranowego sobie nie żałuj!! Sprawdziłam, że można go dodatkowo wzbogacić o śmietankę 30%, którą lejemy na samym koniuszku, wówczas nie jest już jednak tak żółciuchno (jednak też bardzo pysznie). Smacznego tygodnia Amber!!

      Usuń
  9. wstyd się przyznać, ale jeszcze nie wiem jak smakuje szafran, można go do czegoś porównać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szafranu moim zdaniem nie da się porównać z niczym innym. Jest pyszny, ale zupełnie do niczego niepodobny. Poza smakiem zachwycają mnie jego barwne właściwości, pięknie wszak koloruje potrawy. Z pewnością znajdziesz go w niejednym sklepie, warto kupić choćby odrobinkę. Pozdrawiam baaaardzo!

      Usuń
  10. Chyba jestem połączeniem różnych gatunków kucharzy :)
    Ryba w takim sosie musiała smakować obłędnie, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, prawda!! Pierwszy raz jadłam ją miesiąc temu we Francji, tam zawładnęła mą myślą na dobre, odtworzyłam ją w domu i wiem, że będę często wracać do tego przepisu. Pozdrowienia przesyłam, fajnie, ze do mnie wpadłaś Ivka :)

      Usuń
  11. Ciekawa klasyfikacja kucharzy :) Sama rybka wygląda cudnie. Uwielbiam szafran, więc na pewno się skuszę na to danie. Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klasyfikacja powstała w oparciu o znane mi przypadki, bardzo jaskrawe ucieleśnienia kolejnych typów :) A szafran skoro lubisz, to w tym zestawie powinien Cię uwieść. Ja przepadam za rybą w sosie, a gdy sosu jest dużo, przyjemność mam tym większą. To danie sprawia mi ogromną frajdę!

      Usuń
  12. Po trochę z każdego chyba typu mam,
    choć najmniej z rzemieślnika;)
    A sos szafranowy...poezja!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale fajny wpis! Nie odnalazłam siebie w żadnym "czystym" typie, ale chyba najbliżej mi do romantyka, chociaż nie zapełniam spiżarni przetworami (głownie z racji nieposiadania takowej). Za to szafran posiadam i chyba się porwę na tę otkłizin, bo strasznie mało ryb się jada w naszym zakładzie gastronomicznym. No i jak to zabrzmi na blogu, taki tytuł: ŁOSOŚ W KREMOWYM SZAFRANOWYM SOSIE, no wszystkie kuchty z dzielni będą zazdraszczać :-D

    OdpowiedzUsuń
  14. ja dziś też będę robić coś podobnego :-) ciekawe czy wyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia, w tym sosie nie ma nic trudnego, musi wyjść. Pochwal się "po" :) Dzięki, ze do mnie wpadłaś!

      Usuń
  15. świetny wpis, a moja piękniejsza połowa stwierdziła, że asystenta kucharza natchnionego do spraw natury błahszej wpisze sobie do CV:)

    OdpowiedzUsuń