środa, 8 października 2014

nasze ulubione placuszki z cukinii




Na zebraniu w przedszkolu zgromadzili się niemal wszyscy rodzice - panie mamy w długich lanserskich kurtkach i w czerwonych ustach, tatusiowie w nienagannie skrojonych gajerach, czasem w pojedynkę, czasem parami. Wszyscy piękni. 
Zebranie przebiegało spokojnie do momentu, gdy jedna z mamuś postanowiła zabrać głos w sprawie żywienia pociech w niniejszej placówce. Mamusia przełknąwszy ślinę głośno, zdecydowała się wyrazić sugestię dotyczącą ograniczenia w menu przedszkola ilości stosowanego cukru. Powołując się zresztą na wczorajszy jadłospis:

śniadanie:
płatki czekoladowe na mleku

obiad:
naleśniki z serem i cukrem, kompot

podwieczorek:
bułka drożdżowa z dżemem

Sugestia zdawała się oczywista, bardzo rozsądna i można się było spodziewać, tak przynajmniej autorka postulatu sądziła, że zabrzmią oklaski i pełne aprobaty potakiwania...
Okazało się jednak, że aprobaty nie było, padło za to hasło - zupełnie serio - że przecież cukier krzepi i aby uprzejma pani nie wyrażała swojego zdania, skoro jej postawa jest odosobniona, ostatecznie lepiej by dziecko jadło cukier niz nic nie jadło. Tu należy nadmienić, że dziecko Pani patrzącej na świat spod bordowych oprawek Gucci nie tknie zwykłej zupy, więc ona się cieszy, że w placówce karmi się dzieci nutellą i dżemem - dzięki temu córa je. 
Kontrowersyjna pani* pożałowała, że nie ma na sobie czerwonych ust, które być może zdołałyby ją wesprzeć w tej idiotycznej sytuacji. Przełknęła głośno ślinę raz jeszcze i postanowiła nic więcej nie mówić, w najblizszym zaś czasie przeniosła dziecko do przedszkola, w którym obowiazywały inne - nieco - standardy.

Moje dzieci jedzą dobrze, mimo, że w szkołach stoją automaty, mimo, że catering w stołówce - tak przynajmniej to oceniam. Jestem przekonana, że jest to wynik naszych - moich i męża wyborów, a nie zastanych okoliczności przyrody.
Na dowód przedstawiam nasze dzisiejsze pierwsze śniadanie :)

składniki:

2 średniej wielkości cukinie,
szczypta soli,
3 jajka od kury szczęśliwej,
1 opakowanie fety (kozio-owcza być musi, z krowią to już nie to samo)
łyżeczka proszku do pieczenia, 
ząb-ek, duży czosnku,
mąka do zagęszczenia konsystencji ciasta około pół szklanki

do smażenia 
mieszanina oleju rzepakowego i oliwy z oliwek

Cukinię siekam w czaszy malaksera albo ścieram na grubej tarce, solę i odstawiam na kwadrans by puściła wodę. Odciskam. Dorzucam pozostałe składniki, mieszam i znów czekam kwadrans. Smażę na rozgrzanej mieszaninie oleju i oliwy na złoto, podaję z sosem tzatziki.
Rzecz jest świetna na każdą okazję - śniadanie, ciepłą lub zimną przekąskę, na prowiant do auta lub samolotu. Już pewnie z tysiąc osób prosiło mnie o ten przepis, od dziś będę mogła entuzjastów placuszków odsyłać tutaj :)




*czytaj - autorka niniejszego wpisu

21 komentarzy:

  1. Nie powinnam się na ten temat wypowiadać, bo dzieci w przedszkolu nie mam,
    ale ile historii na ten temat wysłuchałam od znajomych mam,
    którym zależy na zdrowym odżywianiu swoich pociech...
    Cukier, szybkie przekąski, obiad w mcd i tego typu przybytkach,
    a efektów długo nie trzeba będzie szukać.
    Jak to dobrze, że są i tacy, którym Gucci nie przesłania tego co wartościowe:)
    A placuszki pyszne, robię podobnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci już dawno w wieku poza przedszkolnym, ale temat wrócił w związku z dyskusją na temat żywienia dzieci w placówkach, otyłości itp. Placuszki dzieci zjadły także dzisiaj na śniadanie, Mysia z tzatziki, a Krzyś bez, dla mnie nie starczyło… jaka szkoda!

      Usuń
  2. Świetnie to opisałaś, aż mężowi zaserwowałam Twoją lekturę ;) teraz tak jest, że niektórzy rodzice dla świętego spokoju cieszą się, że ich dziecko je "cokolwiek" niż porządne danie ;) Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odmawiam im fanatycznie słodyczy, zdarza się, że Wujostwo przytarga jakieś potwornie niezdrowe i potwornie pyszne rzeczy, wtedy jemy bez poczucia winy ;) raz do roku - na ferie zimowe kupujemy nawet kulki czekoladowe do mleka. Na co dzień jednak standardy są inne, dzieci jedzą warzywa, kochają zupy i czosnek. To nasz sukces!

      Usuń
  3. Czas spotkań i takich uniesień mam już za sobą ( na szczęście). Bardzo nie lubiłam chodzić na te "spędy" gdzie jeden lepszy od drugiego, bzdet urastał do rangi problemu, a rzecz poważna bywała bagatelizowana. Mój syn zawsze nosił kanapki z domu, ja jako matka jedynaka zawsze byłam uciszana. Tak uciszana, a kiedyś mi powiedziano wprost....tobie łatwo zrobić jedną kanapkę, a ja muszę dwie. A poszło o to, że mamusia żaliła się na dostawcę słodkich bułek żeby zmienił te z serem na inne, bo jej córkom już sie przyjadły. Po tym incydencie nigdy więcej nie zabrałam głosu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta historia też daleko za mną, dzieci już całkiem duże, ale wspominam ją, bo dziś w kontekście dyskusji medialnej na temat złego żywienia dzieci jestem dumna, że moje fajnie jedzą. Gusta kulinarne kształtują się w dzieciństwie i to jest moment by zadziałać subtelnie, ale konsekwentnie i na co dzień :) W kolejnym przedszkolu gotowało się po domowemu, było cudownie, więc decyzja o przenosinach była właściwa :))

      Usuń
  4. Pycha placuszki!
    Fajnie mieć taką Mądrą Mamę :) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pycha! To danie pojawia się bardzo często w naszym domu (lub aucie). Uwielbiamy!

      Usuń
  5. fajnie, ze dbacie o to, co dzieciaki jedzą. tak naprawdę jeśli rodzice nie nauczą swoich pociech właściwych wyborów to nikt tego nie zrobi - dlatego aż przykro mi jak czytam, ze większość rodziców jest teraz słabo wyedukowana w tej kwestii albo też im się po prostu nie chce...

    placuszki wyglądają super :) maluchy mają szczęście, ze mają taką mamę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Placuszki pierwsza klasa! Dzieciom w wielu domach nie stawia się wyzwań smakowych, nie zachęca do nowego, dlatego w wielu przypadkach menu ogranicza się do bezpiecznej buły, płatków czeko na mleku i kotleta.
      Mama ufa, że dzieci w pewnym wieku nie muszą być karmione po dziecięcemu - jedzą sporo normalnych rzeczy, a jeśli nie jedzą to chociaż próbują - to już dużo :) Dzięki Gosiu.

      Usuń
  6. Narobiłaś mi ochoty na takie placuszki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, trzeba łapać cukinię póki taka pyszna, za chwilę zostaną nam tylko zapasy w słoikach i korzenie...

      Usuń
  7. Widzę, że cukiniożercy to silny klan!
    U mnie problemu słodyczy raczej nie było, bo ja nie lubię, a skoro nie lubię, to nie przygotowuję niemal nic na słodko. Oczywiście, że H&C czasami dostawała słodycze, a i piekło się też jakieś gnyce, żeby mi nie wybuchł bunt w chałupie i żeby mi nie zbiegli do sąsiadów, od których niemal co dnia przez porowatą wielką płytę przesączały się słitasne zapachy. Dzisiaj Martik piecze sam. W przedszkolu i szkole nie było raczej problemu z jakością żywienia. Tabuny Bardzo Ważnych Bab z Sanepidu zabraniały nawet herbaty (używka), a ilość warzyw i owoców konieczna do każdego posiłku wg normy zadowoliłaby każdego miłośnika zieleniny.
    A I TAK CHLEPCZĄ KOLĘ I PEPSI LITRAMI!!! I nie mogę im zabrać i wyczyścić se zlew, bo są dorośli i kupują za swoje :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój syn nie odpuści Coli na żadnej imprezie, ale rozsądnie dawkuje sobie tę przyjemność i nie prosi o nią w pozaimpreziu. Karola za to ucieka na sam zapach tego napitku - od maleńkości nie lubiła słodkich napojów i tak jej zostało do dziś.

      Usuń
  8. No cóż, takie dzieci jakie mamy...
    Pod moim płotem parkują podobne ,okazy' swoimi półciężarówkami,bo mam prywatne wypasione przedszkole vis a vis.
    A placuszki cukiniowe są pyszne bardzo!
    Też takie smażę z różnymi serkami.
    Ostatnio z bryndzą.
    Smacznego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. …ta wersja z bryndzą jawi mi się nader ciekawie :) musi też być bardzo aromatyczna

      Usuń
  9. Kury szczęśliwe rosną u mnie na drzewie, ogromnej kosówce...
    Zdziwienie? Ale ja prawdę mówię. Na sąsiadującej posesji sąsiad hoduje kury zielononóżki (kupuję od niego jajeczka) i te jego "ptoki" codziennie przefruwają do mojego ogrodu! Wczoraj patrzę, a tu na gałęzi 3 metry nad ziemią siedzi sobie kurka i wydziobuje ziarenka z kosówki.
    Pomyślałam,że mam obiad gotowy, ale sąsiad szybko sprowadził mój obiad do parteru.
    Dobrze,że jajka mam w lodówce, więc placuszki cukiniowe mogę zrobić. Aguś, z fetą nie próbowałam, zawsze robię jogurtowo czosnkowy sos i jem z plasterkiem łososia wędzonego.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękną masz ruchomą scenografię w takim razie w tym swoim ogrodzie :) Jajo od zielononóżki musi być u nas na sobotnie śniadanie co tydzień, najlepiej smakuje nam na miękko, w placuszkach szczęśliwe jajo też odnajduje się przednio, a feta dodaje całości charakteru. Spróbuj!

      Usuń
  10. przykładowe menu, które podałaś, rzeczywiście trochę odstrasza :)
    ale prawda jest niestety taka, że większość dzieci jada powiedziałabym "byle jak" .... u nas na wywiadówce toczyłam bój o gotowe śniadania, ale większość rodziców wolała jednak przygotowywać samemu, ponieważ Franek np. jak ma już z pomidorem to nie zje, Agatka je tylko suche bułki... jakaś masakra, całe szczęście moje dzieciaki nie wybrzydzają i jako jedne z nielicznych w szkole i przedszkolu zjadają zupy
    ja posiłki szkolne i przedszkolne traktuję jako dodatek, w domu dostają to czego im potrzeba, ale czasem żal mi dzieci, które lubią tylko naleśniki, nie zapomnę koleżanki Niny , która będąc u nas była zaskoczona tym, że istnieje coś takiego jak żurek :) a w szoku totalnym byłam, gdy Tymek opowiadał ostatnio, jak kolega miał frytki z Mc Donalda na śniadanie ????!!???? jaja jak berety!
    placki z cukinii lubimy, choć ostatnio dyniowe wiodą u nas prym :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodam jeszcze, że w moim mieście nie ma Mc Donalda, więc opisane wyżej frytki musiały zostać przywiezione prawdopodobnie z Poznania dnia poprzedniego :) czy ktoś to potrafi zrozumieć ????

      Usuń
  11. Straszne straszności opowiadasz! Niestety jestem w stanie uwierzyć w takie zjawiska, bo widzę, co się dzieje wokół… Nie zdołamy zrozumieć wszystkiego, ważne byśmy dbały o nasze własne podwórko :)

    OdpowiedzUsuń