piątek, 6 grudnia 2013

kukurydziane bułeczki i o tym jak Ksawery pomagał mi w kuchni...



Być jak Nigella - bezwstydnie wylizywać resztki kremu z czaszy malaksera, fundować sobie nocne przechadzki do lodówki i z powrotem, jeść nieprzytomnie wielką porcję banofee pie bez cienia wyrzutów sumienia. 
Z wdziękiem Jamiego Olivera bawić się ingrediencjami, solić wszystko z wysoka, nurzać dłoń w powstałym sosie kwitując "bloody Loard, it is so, so delicious!'. 
Eksplorować głębię smaków przez pryzmat historii niczym Robert Makłowicz, rozbijać na części pierwsze składowe dań narodowych, by potem znów zespoić je w przygotowanym w plenerze daniu. 
Zza kuchennego blatu epatować seksem i słodko-ostrą ironią jak prezenterka Bitchin' Kitchen. Zachwycać się ulicznym jedzeniem jak Bourdain...

Patrzę tęskno w ekran telewizora, licząc na to, że twórcze natchnienie wróci do mnie lada chwila, choć pod skórą tkwi niepokojąca obawa, że stan ten trwa już zbyt długo.
Opuścił mnie duch kulinarnego entuzjazmu, nie wiem czy to listopad wyjałowił mnie z myśli o jedzeniu, czy być może jakaś inna tajemnicza moc odebrała mi tę radość. Może się uwsteczniam, może nim się obejrzę, stanę się pospolitym pożeraczem mrożonek i gotowców ze słoika, może zgnuśnieję nad dowożoną co wieczór pizzą w rozmiarze XXL, może porzucę dawne zwyczaje kolacji zasiadanych, a na święta nie zrobię pierników ani nie ulepię pierogów? Może zacznę szukać okazji by stołować się u innych i wywozić do domu co się da w słoikach, może niedzielne śniadaniowe celebracje zamienię na kubek (fe) jogurtu, a wigilijny barszcz zaserwuję z kartonu, czy to mi grozi?Ratunku!!!






Jak to dobrze, że istnieje internetowa społeczność piekarska, która nawet tak dotknięte niemocą organizmy potrafi zmotywować do aktywności. Chleb zawsze popłaca, mimo zatem potężnego lenia,  uczyniłam kukurydziane bułeczki.
Jest już pewną normą, że zawsze jakiś kataklizm nawiedza moją kuchnię gdy piekę, tym razem na imię mu Ksawery. Orkan Ksawery niosąc za sobą wichurę pozrywał linie elektryczne w okolicy i odciął mi dopływ prądu w domu, dokładnie wówczas, gdy wyrośnięte bułeczki spoczywały w piekarniku. Całe szczęście zakalec nie był imponujący i efekty wielogodzinnej pracy, odpowietrzania, wyczekiwania, maglowania itp. nie zostały unicestwione w stu procentach :) Gdy w bułce wylądowały składowe klasycznej kanapki BLT oraz sadzone jajo, zrobiło się całkiem smakowicie.
Poniżej podaję przepis wybrany przez Margot i oswojony przez Amber - przepis na chleb kukurydziany wg. Hamelmana i zapraszam do miłych Koleżanek i Kolegi na dalsze odsłony tego pieczywa. Poniżej lista osób zaangażowanych w projekt 'chleb kukurydziany na poolish':





Chleb kukurydziany na poolish, czyli polskim rozczynie drożdżowym
wg Hamelmana

z podanych składników uzyskamy bochen chleba lub cztery bułki wielkości hamburgerowej

składniki na poolish:

125 g mąki pszennej 550
125 g wody
0,5 g drożdży świeżych albo 1/4 łyżeczki drożdży instant

ciasto właściwe:

250 g mąki 550
125 g mąki kukurydzianej
190 g wody
1 łyżeczka soli
7g drożdży świeżych lub płaska łyżeczka drożdży instant
1,5 łyżki oleju
250 zaczynu wg powyższej receptury



W przeddzień pieczenia zrobić zaczyn poolish. Rozmieszać drożdże w wodzie, dodać mąkę i całość wymieszać. Przykryć folią i odstawić na 12 do 16 godzin w temperaturze pokojowej.
Następnego dnia mąkę kukurydzianą rozmieszać z drożdżami rozprowadzonymi w wodzie, wymieszać i odstawić na około 15 minut. Dodać pozostałe składniki chleba i wyrabiać mikserem ( ok 3 minut - poziom 1). Po tym czasie dodałam do ciasta dodatkowe 2 łyżki mąki pszennej by ujednolicić konsystencję, potem wyrabiałam ponownie przez 3 minuty, tym razem na poziomie 2.
Odstawić przykryte do wyrośnięcia na półtorej godziny, w międzyczasie po ok 45 min wyjąc, lekko odgazować, uformować kule i znowu odstawić.
Wyjąć z miski jeszcze raz odgazować i uformować z grubsza, przykryć i dać odpocząć 10-20 minut. Uformować na blacie zgrabny bochenek z ładnie napiętą powierzchnia, na ile się da i ułożyć w koszyku do wyrastania na 1,5 godziny w temp ok. 24 st. (ja uformowałam bułeczki, które wyrastały na blacie pod ściereczką).  Pozwoliłam sobie udekorować bułeczki odrobiną prażonego sezamu, uprzednio delikatnie zwilżywszy ich powierzchnię wodą
Piekarnik nagrzać do 240 st C (z kamieniem jeśli ktoś ma). Bochenek/bułeczki zgrabnie przerzucić z koszyka na łopatę, szybko naciąć, a potem przerzucić na kamień, jednocześnie wlewając do formy ustawionej na dnie piekarnika pól szklanki wrzątku.
Kiedy chleb zacznie się rumienić, otworzyć na chwilkę drzwiczki piekarnika, żeby usunąć nadmiar pary. Piec ok. 40 minut. Po wystudzeniu bułeczek przekroić je na pół, dolną część wysmarować majonezem, następnie położyć plaster lodowej sałaty, grillowany boczek, pomidor i sadzone jajo. Przykryć wierzchnią warstwą bułeczki, otworzyć paszczę szeroko i zajadać!!!

Wiatr wciąż wieje, a wiatr przynosi zmiany, czekam więc cierpliwie co dla mnie przyniesie...





56 komentarzy:

  1. Aga, czy kryzys kulinarny zażegnany?
    Bułki na kukurydzianej mące to pyszny pomysł!
    A to co w jej środku bardzo mnie kusi.
    Tylko nie potrafię jeść takich piętrowców...
    Dziękuję ,że byłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trochę tak (odpukuję w niemalowane drewno), Mysza poprosiła mnie o zupę i tak mnie to wyzwanie zmotywowało, że od wczoraj głównie zupa mi w głowie. Chyba coś ruszyło. Może kryzys przeminie więc z wiatrem bezpowrotnie..? Oby... Ja Tobie bardziej dziękuję za kolejne przy chlebie spotkanie!

      Usuń
    2. Czyli Ksawery Ci pomógł i porwał niemoc ;)

      Usuń
    3. Na to wygląda :)) przeminęło z wiatrem...

      Usuń
  2. Ja mam nadzieję, że wiatr przegna ten kryzys
    i natchnie Cię twórczo już lada chwila,
    a przy kolejnym spotkaniu podczas wspólnego pieczenia,
    wszelkie kataklizmy i uroki nawiedzać Cie nie będą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amen!
      Wiatr niesie nowe, będzie więc lepiej na kulinarnym gruncie, bez gotowania tak strasznie się sobie nie podobam - to musi minąć!

      Usuń
  3. Genialny pomysl z buleczkami. Sliczne ci wyszly. Dziekuje za wspolne pieczenie I do nastepnego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam trochę zabawić się przepisem by znowu poczuć przyjemność z czasu spędzonego w kuchni. Wyszło mi to częściowo, chyba wracam na właściwy tor :) Dzięki ogromne!

      Usuń
  4. Wspaniały pomysł, jak powiem mężowi, że bułki też można zrobić to już całkiem będzie szczęśliwy, on zakochał się w chlebie kukurydzianym:-). Agatko mimo wiatrów i przygód z prądem super że upiekłaś z nami:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi ta kukurydza średnio leży, szczerze mówiąc wolę wersje czysto pszenne, lub czysto żytnie, tutaj kaszką niemowlęcą mi zawiewa, ale wypiek zaliczam do udanych, bo w asyście B+L+T wypadł nader smacznie :) Dziękuję Ci Olimpio!

      Usuń
  5. Fajny pomysł z bułkami Taka bułeczka to niezła przekąska! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka tam przekąska, na focie nie widać skali, ale to była buła gigant, starczyła mi za obiad :) Ciasto nie stawiało oporu, dało się uformować w cztery zgrabne kuleczki :)) Serdeczności ogromne!

      Usuń
  6. Matko, jaka smakowita bułeczka ! Dzięki za wspólny czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna była, zdecydowanie. BLT z jajem jest niczego sobie, a gdy buła jeszcze ciepła - jest pysznie, że hej!!

      Usuń
  7. Ooooo ta bułki z tego ciasta są bardzo okej :D i nawet kataklizm pt Ksawery ich nie złamie , piękne buły , oj piękne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksawery dobierał się do nich, ale nie dał im rady. Nadal krąży wokół domu i zagląda przez okna paskudnik i pewnie mu łyso, że nie pokrzyżował moich planów, jak miał w zamiarze. Pozdrawiam gorąco.

      Usuń
  8. No widzisz, nie opuścił Cię duch kulinarny, bo z tego zadania wyszłaś obronną ręką i jakże twórczą:-)) Pyszne bułeczki. No wracaj do nas! Ja też troszkę mniej zaglądam do kuchni, ale jednak...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, uwierz mi :) To dla mnie nowa sytuacja, mam nadzieję, że minie przed świętami. Kolejny post będzie na temat zupy, którą zamówiła u mnie Mysza Baranowska - to wyzwanie spowodowało, że moja drzemiąca wena otworzyła jedno oko - jaką polewkę popełnię okaże się niebawem...

      Usuń
  9. Aguś, język pisany zawsze doskonały! A wena do kuchni wróci i ja czekam z wielki utęsknieniem na ten chwilę! Wypiek doskonały! Dziękuję za wspólny czasa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech wraca, bo bardzo za nią tęsknię, dobrze, że trzymacie kciuki i, że jest komu czytać płody mojej weny nawet gdy wena w kryzysie :) Dziękuję Ci za słowa i za listopadową piekarnię!

      Usuń
  10. Patrząc na tę przecudną bułkę, jestem przekonana, że kryzys minie lada moment. :)

    Dziękuję za wspólne pieczenie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak wieszczysz. Niech się sprawdzi, bo jestem główną karmicielką swojej osobistej rodziny, a na święta dotyczy to także rodziny w szerszym ujęciu. Barszcz z kartonu to kiepska perspektywa menu świątecznego...

      Ja Tobie także pięknie dziękuję za spotkanie przy kukurydzianym wypieku.

      Usuń
  11. Aguś, uwielbiam czytać Twoje wstępy,
    otwierasz mi drzwi do Twojego wnętrza,
    karmisz mnie swoimi przeżyciami jak chlebem.
    To nic ,że tym razem bułką, ale jaką nadzianą! Że, ho!ho!
    Nawet z diety zrezygnuję dla tej kanapki.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... wstałam dziś rano i zdziwiłam się, że Ksawery nie wyrwał naszego domu z korzeniami i nie wywiał do Krainy Oz - na co nastawiałam się idąc spać. Na śniadanie była buła kukurydziana a na deser Twój komentarz - dziękuję za osłodzenie mi sobotniego poranka. cmok!!!

      Usuń
  12. Świetny post, wspaniale mi się go czytało:) też miewam czasem takie okresy, kiedy wizja ugotowania czegoś kojarzą się z przykrym obowiązkiem,nie ma tam radości ,pasji weny. chcę to mieć już "z głowy" ,ale to mija:) głowa do góry! widać że nawet Ksawery nie może Ci zaszkodzić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksawery wciąż się tu pałęta, ale chyba zelżał, odpuszcza. Powinnam w tym tygodniu popełnić pierniki w hurcie i bardzo nie leży mi sytuacja w której 'powinnam', zwykle był to moment nader wyczekany, upragniony, do którego podchodziłam z radością. Dlatego będę czekać, nie upiekę ich od niechcenia,musi być magia musi być uciecha z tego rytuału. Czuję, że kryzys niebawem minie, niech idzie precz razem z Ksawerym!

      Usuń
  13. Ale trafiłaś gola z tym świetnym wpisem... Mnie dopadło właśnie dzisiaj. Myśl o tym, że muszę przygotować wymarzony przez rodzinę obiad, napawa mnie przerażeniem. Gdzie podziała się radość, energia, chęć? Nie wiem. Nawet jutrzejsze pieczenie pierników nie cieszy... Może to przez ten okropny wiatr?
    Bułeczki cymes, piękne jak... nie wiem co !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednodniowa niechęć do garów nie jest chyba groźna, wyjdziesz z tego szybciutko zapewne - gorzej gdy stan się przedłuża. Oby minęło z wiatrem jak najszybciej u nas obu, przecież bez nas Świąt nie będzie!!

      Usuń
    2. Musi minąć Aga, musi :-)

      Usuń
  14. Bardzo fajny wpis, chyba każdemu czasami się nie chce, oby to było przejściowe. Ja mam wrażenie, że czasami to z przesytu. Im więcej się naoglądam i naczytam tym mniej mi się chce już robić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, czasem takie jakieś wirusisko się przypałęta i infekuje kulinarną sferę życia, czuję, że u mnie infekcja mija i z każdym dniem będzie lepiej. Może masz rację, może przedawkowałam kuchnię :)

      Usuń
  15. Lubię do Ciebie zaglądać.
    Wiem, że nigdy nie będzie banalnie.
    Wiem, że zawsze mnie czymś wzruszysz, zmusisz do zastanowienia, zachwycisz lub rozbawisz.
    "Być jak Nigella - bezwstydnie wylizywać resztki kremu z czaszy malaksera ..." - uwielbiam styl jakim piszesz...
    Kryzys twórczy...każdy kryzys kiedyś mija
    Ja myślę, że nie jest z Tobą jeszcze tak najgorzej - jako jedyna z nas wykazałaś się pomysłowością i inicjatywą i zamiast chleba upiekłaś bułeczki. I TO BYŁ WSPANIAŁY POMYSŁ !
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Matko, jakie Wy kochane, Dziewczyny!!!!

      Usuń
    2. Aga, a jak długo pieczesz bułeczki ? / gdy akurat nie masz przerw w dostawie prądu :) /

      Usuń
    3. Był to mój pierwszy raz z bułeczkami, nastawiałam się na 30/35 minut, ale odcięło mi prąd nieco wcześniej - przez to nie były zbyt rumiane i jedna miała delikatny zakalec - trzeba obserwować co się dzieje z pieczywem. Mój przypadek nie jest modelowy raczej, więc zrób jak czujesz i daj potem znać co z tego wynikło. Serdeczności!!!

      Usuń
  16. A i takie bułeczki grzechu warte, chętnie siegnęłabym po choć jedną taką nie do końca udaną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy ostygły, zakalec dotyczył tylko jednej z nich, tej która piekła się z brzegu, reszta doszła w zamkniętym piekarniku bez prądu :) Dziś znów była kukurydziana bułka na śniadanie i muszę przyznać, że jest całkiem uniwersalna...

      Usuń
  17. Aga bardzo trafny post. Trzymam kciuki za ten kryzys, żeby opuścił Cię jak najszybciej. Czasem taka niemoc jest potrzebna jednak, aby naładować akumulatorki. U mnie sytuacja dość podobna. Gotuję, piekę, ale od długiego już czasu nie mam zapału, energii, ochoty tego fotografować ani o tym pisać. Dobrze że jest ta nasza wspólna Piekarnia, dla mnie to wyjątkowe chwile i zawsze bardzo chętnie je uwieczniam i o nich piszę.
    Bułki fantastycznie Tobie się udały i bardzo apetycznie wyglądają. Tak właśnie myślałam że kolejny raz zrobię bułeczki z tego przepisu, Twoje dodały mi jeszcze więcej apetytu na nie.
    Aga dziękuję za kolejne przemiłe spotkanie przy wspólnym chlebie. Do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Tobie dziękuję równie mocno!!! Kryzys chyba mija, dziś z zapałem przygotowałam modrą kapuchę zasmażaną, zrobiłam też wyborny pasztet, a pasztet nie wychodzi gdy się mu odpowiedniej uwagi nie poświęci. Będzie dobrze, zapał przed świętami musi się odrodzić i u mnie i u Ciebie!!! pa :)

      Usuń
  18. Czas leczy wszystko...trzeba przeczekać zły czas! Jeszcze będziesz jak Nigella, tylko Twoje kulinarne akumulatory muszą byc full;) Pozdrawiam! Pysznie puszy się ta cała buła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trochę się podładowały już, myślę, że więcej tego typu postów nie będzie - w tym roku przynajmniej - wraca werwa, wracają chęci i rodzą się cudowne plany na drugą część grudnia. Całuję Cię mocniusieńko!

      Usuń
  19. Muszę zrobić kiedy bułeczki..dzięki za wspólne pieczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bułki to pomysł świetny :) Z tego ciasta wychodzą bardzo kształtne. Fajnie było razem piec , mam nadzieję, że w grudniu też będę mogła dołączyć do zacnego grona. Dzięki wielkie!!

      Usuń
  20. Bułki to wspaniały pomysł.Taką kanapkę to Ja bym z chęcią...nawet dwie.Wygląda pysznie
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Iga, efekt mimo pewnych zawirowań, był znacznie lepszy niż się tego spodziewałam :) Kanapka BLT to znakomity wynalazek i w kukurydzianym 'opakowaniu' smakowała bardzo dobrze. do kolejnego razu!!!

      Usuń
  21. Patrzę na Twój wypiek i jestem pewna, że to tylko chwilowe wypalenie:) Mi też się czasem nie chce...ale to zawsze mija:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że wzloty i upadki wpisane są w normę, ale tym razem rzecz trwała długo za długo, czuję jednak pierwsze symptomy poprawy. Wygląda na to, że Ksawery zabrał ze sobą tę moją chandrę kulinarną... :)

      Usuń
  22. Bułeczki niczego sobie!:) Fajnie piec razem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram, że wspólne pieczenie to ogromna frajda :) a bułeczki mają wiele uroku. Dzięki za spotkanie przy chlebie Hamelmana :)

      Usuń
  23. Kanapka epicka! W sam raz na zawiej i chłody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bułki się skończyły, wiatr minął. Wygląda, że najgorszy kryzys też mam już za sobą ;))

      Usuń
  24. patrząc na Twoje bułeczki widzę że już Ci lepiej i wkrótce wrócisz do kuchni, są tak apetyczne że aż się głodna zrobiłam :) każdy ma czasem gorsze chwile, głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak wiele ciepłych komentarzy i osób trzymających kciuki za mój powrót do formy, to ja nie mam wyjścia. Biorę się w garść! Idę gotować! Dzięki!!

      Usuń
  25. nieeeeeee! mam nadzieję że tak się nie stało -bo było to dawno temu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barszczu z kartonu nie było, pizza kilka razy miała miejsce, ale wszystko w granicach normy :)

      Usuń