czwartek, 31 lipca 2014

świderki z pstrągiem i moje lato w mieście


Jadę ulicami zatłoczonego miasta, niby powinno być nas mniej, bo wakacje, a jednak korki okrutne, Warszawa w budowie, bardziej stoję więc niż jadę w moim pozbawionym klimatyzacji aucie. Okna otwarte, a powietrze które przez nie wpada nie przynosi żadnej ochłody, wachluję się czerwoną szufelką - tą samą, która zimą pomaga w zgarnianiu grubej warstwy śniegu z przedniej szyby. Hektolitry potu spływają ze mnie nieustannie, a butelka wody mineralnej osiąga temperaturę bliską wrzenia w zaledwie kwadrans. Takie mamy piękne, upalne lato. Nie gotuję, jem świeże warzywa, kiedy dopada mnie nieodparta chęć zamknięcia w słoikach darów lata rozstawiam w kuchni wentylator, bo on jeden daje cień szansy na przeżycie w kontakcie z parującym garem... Co pół godziny wypełzam do ogródka by zażyć kąpieli pod zraszaczem do trawnika, wszelkie aktywności wymagające użycia mózgu pozostawiam sobie na wieczór, gdy słońce schowa się już za horyzontem. W związku z zaistniałym stanem nie mam w ostatnim czasie większych dokonań kulinarnych - heroizmem było popełnienie konfitury z 3 kg wiśni, które drylowałam ręcznie, ponieważ jak co roku zapomniałam kupić drylownicę. Zdarzył mi się jednakowoż bardzo przyjemny makaron, popełniony ot tak, z pomocą wybornego, pochodzącego z  tucholskiego łowiska pstrąga. 
Tych których niemoc ogarnia z tytułu upałów, zapraszam do stołu na szybkie danie z polskim akcentem - zwykle to łosoś ląduje w makaronie, a pstrąg, nasz rodzimy sprawdza się tutaj równie dobrze, jeśli nie lepiej. Polecam, danie powstaje raz dwa. Na upał i pod schłodzone białe winko jak znalazł!



składniki dla dwóch osób:

świderki - pół opakowania

wędzony pstrąg,
cebula, 
3 ząbki czosnku,
sok z połowy cytryny,
oliwa, 
czarny świeżo mielony pieprz,
sól, 
trzy uczciwe łyżki kaparów,
garść koperku
oraz pomidorki koktajlowe dla urody



Po pierwsze nalej sobie kieliszek białego wina. Potem, gdy gardziel ukojona zostanie przyjemnym wytrawnym chłodem, wrzuć na patelnię posiekaną drobno cebulę z oliwą, następnie czosnek i kapary, zalej wszystko cytryną, popieprz, osól, w ostatniej fazie dodaj głównego bohatera - pstrąga, pieczołowicie pozbawionego ości i przepołowione pomidorki koktajlowe. Makaron ugotuj zgodnie z instrukcją na opakowaniu, przelej zimną wodą połącz z sosem i garścią siekanego koperku. Teraz jest  ten moment w którym możesz nalać sobie drugi kieliszek wina, rozsiąść się vis a vis wentylatora lub w bliskim sąsiedztwie ogrodowego zraszacza i zacząć celebrować piękny letni posiłek.

Upały być może nieco zbyt intensywne, ale jest pięknie. Lubię moje tegoroczne lato w mieście.



20 komentarzy:

  1. Wspaniały makaronik ! Mogłabym jeść codziennie. Z pstrągiem jeszcze nie jadłam. Jeszcze :) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz nadrobić koniecznie, pstrąg jest genialny w makaronie, a gdy pochodzi ze sprawdzonego łowiska to jeszcze fajniej. Mój złowiony został w Starej Rzece i tam pięknie uwędzony. Prawdziwie wakacyjny smak :) Polecam

      Usuń
  2. My też mamy upalne lato, choć w Angli jakoś lżej je znoszę niż w Polsce. Tu mam dom z ogrodem więc jak upalnie to siedzę w cieniu parasoli i popijam koktajl, a w Polsce mieszkanie na 3 piętrze to jak samobójstwo w takie upały. Dlatego gdy jestem w PL to upały przeżywamy na działce u rodziców w cieniu wielkiej, starej czereśni i wtedy jest bosko:-).
    A takie danie z makaronem to ja poproszę o każdej porze roku:-), super:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebawem znów wyląduję w Nottingham więc pewnie przyjdzie mi doświadczać angielskich upałów :) Ogródek ułatwia trawienie wysokich temperatur, pod warunkiem, że jest cooler i wino, parasol, i podlewaczka. Bez tego nie da się przeżyć na dworze. Zmajstruj sobie pstrąga z makaronem Olimpio, u Ciebie, to pewnie nawet wyfiletowane sprzedają, to roboty będzie prawie tyle co nic :))

      Usuń
    2. tak zdecydowanie jak piszesz:-), u mnie brak podlewaczki ale mój mąż czasami robi mi nalot z konewką:-). Zmajstruję sobie, na pewno, to prawda pstrąg wyfiletowany i bez najmniejszej ości:-)

      Usuń
    3. Pamiętam, co mi pisałaś jakiś czas temu o filetach w Anglii, to bodaj jedyny kulinarny powód dla którego gotowa bym była tam się osiedlić - jedyny, ale mocny :)

      Usuń
  3. Ostatnio częściej łosoś wpadał mi w oko, ale spróbuję zamienić go na korzyść np. pstrąga (którego również lubię). Z makaronem wygląda ciekawie i smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pstrąg ma same zalety, idealnie pasuje do upalnej aury :)

      Usuń
  4. Jak sobie pomyślę o zimie, to zaraz lubię nasze lato, zimne napoje, lody, wentylatory, chłodne prysznice i lekkie jedzonko :) Pyszna propozycja, lubię takie, na upały idealnie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tegoroczne lato przypomina mi czasy dzieciństwa, kiedy mogłam siedzieć w jeziorze bez końca, bo woda miała temperaturę zaledwie nieco chłodniejszą od temperatury powietrza. Jest cudnie, choć unikać należy podróży autem bez klimy :) Pstrąg jak najbardziej na miejscu - lekki i niewymagający :))

      Usuń
  5. Ha, czytam to gdy u mnie odczuwalna temperatura to 41 stopni... Tylko coś szybkiego i chłodnego może nas uratować! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chłodniki, sałatki, sorbety - jest tak wiele opcji!! Ja dziś ugotowałam kompot z sezonowych owoców, jak go sobie schłodzę, nic więcej mi nie będzie trzeba ;)

      Usuń
  6. Najbardziej w przepisie podobało mi się wypicie kieliszka wina:-) Pewnie i ze świeżym pstrągiem pasowałby makaron:-) Faktycznie przeważnie łosoś ląduje z makaronem. Aż muszę spróbować z pstrągiem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pstrąg rodzimy pięknie ozdobi każdą potrawę, wędzony czy świeży wszystko jedno - zawsze się sprawdzi. Winko koniecznie!!

      Usuń
  7. Lubię lato z tych samych powodów co Kamila.
    I jak pomyślę,że to się skończy niedługo,to chce mi się ...wyć!
    Makaron z pstrągiem to jedno z tych lekkich dań,które przypomina nam o pięknej pogodzie i szkoda nam czasu na pracochłonne kuchenne popisy.
    A drylownicy też nie mam,dryluję ręcznie.
    Właśnie robiłam to wczoraj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Mój synek gdy zobaczył stertę wiśni w zlewie stwierdził, że chyba jestem szalona, skoro zamierzam to ręcznie wypestkować. Co rok planuję zainwestować w drylownicę i jakoś nigdy o tym nie pamiętam przed kupieniem wiśni... Pstrąg ze Starej Rzeki był świetny, na miejscu kupiliśmy na także inne lokalne specjały - kiełbachę ze słoika, szynkę pachnącą dymem i 30 jaj wiejskich. Jak zawsze w Borach opychałam się też serem smażonym z kminkiem, tylko grzybów brakowało, w lesie sucho, że hej!

      Usuń
  8. Ja już dochodzę do wniosku, że zanim przeniosę się na tę moją wieś, to znielubię lato całkowicie. Czuję się jak ci goście z "Hydrozagadki" :-D A twój opis korka w Warszawie jest tak sugestywny, ze chociaż jest już wpół do dziewiątej to zlałam się potem (po raz setny dzisiaj zresztą).
    P.S. A przepis zaczyna się jak najbardziej prawidłowo, chociaż ja preferuję opcję z zimnym piwkiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimne piwko jak najbardziej!! Pod pstrąga też pasuje :) Za każdym razem gdy wachluję się czerwoną szufelką w aucie i przypominam o śniegu nią odgarnianym, to jest mi z miejsca lepiej z upałem. Lato w tym roku pokazuje co potrafi!

      Usuń
  9. Całe szczęście że upały zelżały, a jak tam drylowanie wiśni, mniemam że się udało. Białe wino lekko schłodzone to super wstęp do każdego rybnego dania. A tak w ogóle to wole upały niż siąpiący z nieba zimny jesienny deszcz lub pośniegowe błocko, którego zima Warszawa jest pełna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Drylowanie wspaniale!! Konfitura wiśniowa już się cieszy powodzeniem, ciekawe czy doczeka zimy... a winko białe to musi być mocno schłodzone, czy to latem, czy jesienią, czy nawet zimą, gdy jest zaledwie chłodne traci wiele dobrego moim zdaniem. Zima dla mnie ok, jesieni natomiast nie trawię!!!

    OdpowiedzUsuń